poniedziałek, 9 lipca 2012
Szczęście jest blisko...
Dawno nic nie pisałam....
Doba dla mnie teraz powinna trwać 30h ,24h to zdecydowanie za mało.Mój czas pochłania Oluś oraz przygotowania do Naszego "Wielkiego Dnia" .Nadchodzi ten dzień coraz bliżej- zostało Nam zaledwie 11 dni.Nie mogę się doczekać tej "magicznej" soboty ,gdy staniemy razem przed ołtarzem i zaobrączkujemy się wzajemnie ,przysięgając sobie miłość i wierność. Ten dzień będzie dla Nas podwójnie ważnym dniem ,ponieważ razem ze ślubem będzie połączony chrzest Olivierka... 21lipca 2012 - to będzie pamiętna data.
Już za kilka dni ( w piątek późnym wieczorem) wyjeżdżamy do Polski, Ja ,Narzeczony,Synuś i Nasz psiak Bruno. Jestem bardzo ciekawa jak Nam minie ta podróż,pierwsza z dzieciątkiem,jak On zniesie tyle godzin jazdy.Jest Malutki więc mam nadzieję,że większość drogi będzie sobie słodko śpiochał.Dziś Olivierek skończył 2 miesiące -czas umyka Nam przez palce.Ja z każdym dniem kocham Go jeszcze mocniej,jest On moim sercem bez którego nie da się żyć! Nic,ani nikt nie jest w stanie mi Go zastąpić. Nie wyobrażam sobie życia bez tej małej osóbki.Oluś rośnie w oczach, większośc ciuszków które nosił do tej pory poszły już w pudło na dno szafy . Jest tak sinym chłopcem,że np. dziś przekręcił mi się sam z brzuszka na plecki. Majta nóżkami jak tylko się da i dołącza do tego swoje puziulkowate rączki.Śmieje się bardzo często, wodzi wzrokiem za rodzicami i różnymi kolorowymi zabaweczkami. Bardzo lubi wpatrywać się w Tatę, patrzy w Niego jak w obrazek.
Wprowadziliśmy Olusiowi małą nowość,otóż nie kąpiemy Go już w małej wanience. Teraz codziennie kąpie się razem z Tatusiem w Naszej dużej wannie, a i czasami z Mamą- widać,że to lubi, nie ma płaczu, są uśmiechy, pluskanie i pełna wanna wody w której Oluś może sobie popływać z pomocą któregoś z Nas.
Od kilku dnia można powiedzieć ,że mamy w domku Małego "Brytyjczyka".Złożyliśmy papiery o paszport brytyjski ,dla Olusia i właśnie w piatek go dostalismy.Bardzo się cieszymy z tego powodu.Synuś teraz ma obywatelstwo i Polskie i Angielskie.
Czasami czytam różne blogi,różne opowieści ,wypowiedzi innych matek na temat ich dzieciaczków które są w wieku Olusia o ich zachowaniu,o tym jak często płaczą,jak mają problemy z usypianiem dzieci itd. Zamyślam się wtedy głeboko i dziękuję Bogu,za mojego Syna! Jest Aniołkiem. Nie daje Nam popalić,sypia normalnie,budząc się w nocy tylko na jedzonko,płacze tylko i wyłacznie wtedy gdy się np. obudzi jest głodny a ja wtedy szybko przygotowuję mu mleczko, a On chciałby już. Zasypia podczas karmienia i później ja kładę Go albo do łóżeczka,albo kładę Go na Nasze łóżko. Bez noszenia na rękach i bez cudowania i proszenia,żeby w końcu zasnął.
Mówią,żeby nie kłaść dziecka spać do siebie na łóżko bo się przyzwyczaji - w Naszym przypadku jest to nie prawda. Oliś śpi i u Nas i u siebie bez problemowo (tfu tfu odpukać :P ).
Pogoda czasami Nam dopisuje,a czasami nie. Przez ostatnie kilka dni za oknem mamy okropne deszcze,jest ponuro i niestety musimy siedzieć w domku,ale jak tylko pojawia się słonko ,ruszamy na spacerek sami lub z Ciocią i Małą Mayą, po spacerku czas na odpoczynek w Naszym ogródeczku.
sobota, 9 czerwca 2012
To już miesiąc z Olivierkiem
Dziś 9 czerwca , miesiąc temu o godzinie 21:48 przyszło na świat moje MALEŃSTWO (no może już nie takie Maleństwo teraz ;) ).
O tej godzinie właśnie przeniosłam się na "swoją" salę porodową i zostałam podłączona do kroplówki i z czasem zaczęła się jazdaaa ! ;)
Synuś daje mi bardzo dużo radości każdego dnia! Mimo tego,że czasami jestem nie wyspana,że czasami przychodzi moment z myślami "nie no ja już nie dam rady...."- KOCHAM GO NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE!
Bubu (tak mówię do Synka,albo czasami Myszko;P )rośnie z dnia na dzień,a mama z dnia na dzień jest coraz bardziej szczęśliwa,że mogła urodzić takiego Skarba i nosić Go pod sercem przed 9 miesięcy.
I powiem Wam,że wcale nie tęsknie za brzuszkiem!;-) Cieszę się bardzo,że moja najcenniejsza zawartość brzucha jest już po jego drugiej stronie i mogę tulić,całować ile chcę i ile się tylko da!
Uwielbiam ten Jego maciupki noseczek,jego usteczka,oczka- a nawet i pupkę jak ma w kupce.! ;P
Bubu ogólnie nie daje popalić.
Noce przesypia Nam ogólnie dobrze,budzi się tylko jak jest głodny. Kąpiemy Go około 21/22 (wiem,wiem późno;P ) dostaje butelachę z mlikiem zasypia na rączkach ,ale mamcia później odkłada Go powolutku co by się Bubu nie zbudziło- do łóżeczka,ale zdarza się że jak mama Go tylko położy to Bubu zaraz oczy ma jak 5zł ,ale wtedy daję mu jeszcze troszkę mleczka i zasypia.Budzi się później po 24 czasami o 1:00 później po 3:00 lub 4:00 i tak śpiocha do 6 czasami 7 .;-) Ogólnie jest z Niego głodomorek.
Szamie już 120 a zdarza się nawet ,że 150ml. co 2.5/3 h
Często kładę Olusia na brzuszku,żeby sobie poćwiczył i ostatnio Oluś zasnął na brzusiu,ale tak mu się dobrze spało w tej pozycji,że przespał mi 4h byłam w szoku! Gdy się obudził zjadł mleczko i znów na brzusio i znów lulał. ;) A matka wtedy mogła obrobić to co chciała- posprzątać,zrobić obiadzio,poprasować ciuszki Małego i nawet się wykąpać!;)
W dzień czasami nie chce spać długo lub zdarza się też,że zaśnie i minie 20minut i już nie śpi i wtedy mamcia nic nie może zrobić hehe.
Póki co radzimy sobie dobrze. Tatuś jedynie boi się przebierać Synka hehe - mówi "boję się Go ubierać bo jeszcze Go połamię ". :D Ostatnio jak tato zmienił pieluszkę tak po 20 minutach Olivier miał już obsikane wszystko w koło i plecki mokre-bo tatuś źle założył pampersika hehe- no cóż zdarza się! Mamcia już pokazała co i jak dokładnie robić. Jeszcze tatuś musi się przełamać do zakładania ciuszków przez główkę, boi się bardzo tego ,boi się że zrobi mu krzywdę.Z czasem jak Oluś podrośnie to mam nadzieję,że ten "strach" mu minie.!;)
Ja przestałam już prawie całkowicie karmić piersią,pokarmu mam tyle co kot napłakał, więc Mały jest na MM.
Niebawem przed Nami wyjazd do Polski. Cieszę się bardzo na ten wyjazd,ale z drugiej strony też się go boję. Dlaczego ?
Po 1- czekamy na paszport dla Olivierka,złożyliśmy papiery na brytyjski paszport - powinno być wszystko dobrze o ile nie doczepią się do zdjęcia,że wyszło ciutkę może za żółte-ale jestem dobrej myśli! Bo jeśli by Nam odesłali papiery i znów trzeba byłoby składać to na bank byśmy nie zdążyli i wtedy z wyjazdy nici.!
A jeśli z wyjazdu nici to wtedy nici również z chrzcin Olivierka oraz z Naszego ślubu na który właśnie jedziemy do Polski.Długa droga przed Nami,ale mam nadzieję że jakoś damy radę i wszystko pójdzie po Naszej myśli.
Więc teraz byle do 14lipca (wtedy planujemy wyjechać do PL a świętować będziemy 21lipca;)) . )
Jeszcze sporo spraw mamy do załatwienia w związku ze ślubem- ale to już w PL.
A Ja Mama - mam się dobrze!
Trzymam się swojej diety MŻ! Słodyczy nie tknęłam od dnia porodu czyli równy miesiąc NIC SŁODKIEGO!!!<aaaa> jestem z siebie dumna! Odmawiam sobie również mojej ukochanej coli ;( napoi gazowanych, tłustego jedzenia,zero smażonego itd. i oczywiście zmniejszyłam porcje jedzenia!;)
Tydzień po porodzie waga pokazała mi -20kg.! ;)
Teraz walczę,żeby zrzucić z siebie jeszcze ze 20kg i będzie super!Mam jeszcze na to miesiąc mam nadzieję,że mi się uda bo nie chce wyglądać jak Wieloryb zamiast jak Panna Młoda haha !
Twistera już wyciągnęłam z garażu i działam.
Czekam teraz jak znajoma wróci z PL i będziemy śmigać na spacerki razem + mam nadzieję,że namówię Ją na jazdę na rolkach z wózkami.! Trzeba łączyć dobre z pożytecznym i zrzucać kg!;)
Tymczasem kończę , bo trzeba nakarmić Mojego głodomorka Małego.
O tej godzinie właśnie przeniosłam się na "swoją" salę porodową i zostałam podłączona do kroplówki i z czasem zaczęła się jazdaaa ! ;)
Synuś daje mi bardzo dużo radości każdego dnia! Mimo tego,że czasami jestem nie wyspana,że czasami przychodzi moment z myślami "nie no ja już nie dam rady...."- KOCHAM GO NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE!
Bubu (tak mówię do Synka,albo czasami Myszko;P )rośnie z dnia na dzień,a mama z dnia na dzień jest coraz bardziej szczęśliwa,że mogła urodzić takiego Skarba i nosić Go pod sercem przed 9 miesięcy.
I powiem Wam,że wcale nie tęsknie za brzuszkiem!;-) Cieszę się bardzo,że moja najcenniejsza zawartość brzucha jest już po jego drugiej stronie i mogę tulić,całować ile chcę i ile się tylko da!
Uwielbiam ten Jego maciupki noseczek,jego usteczka,oczka- a nawet i pupkę jak ma w kupce.! ;P
Bubu ogólnie nie daje popalić.
Noce przesypia Nam ogólnie dobrze,budzi się tylko jak jest głodny. Kąpiemy Go około 21/22 (wiem,wiem późno;P ) dostaje butelachę z mlikiem zasypia na rączkach ,ale mamcia później odkłada Go powolutku co by się Bubu nie zbudziło- do łóżeczka,ale zdarza się że jak mama Go tylko położy to Bubu zaraz oczy ma jak 5zł ,ale wtedy daję mu jeszcze troszkę mleczka i zasypia.Budzi się później po 24 czasami o 1:00 później po 3:00 lub 4:00 i tak śpiocha do 6 czasami 7 .;-) Ogólnie jest z Niego głodomorek.
Szamie już 120 a zdarza się nawet ,że 150ml. co 2.5/3 h
Często kładę Olusia na brzuszku,żeby sobie poćwiczył i ostatnio Oluś zasnął na brzusiu,ale tak mu się dobrze spało w tej pozycji,że przespał mi 4h byłam w szoku! Gdy się obudził zjadł mleczko i znów na brzusio i znów lulał. ;) A matka wtedy mogła obrobić to co chciała- posprzątać,zrobić obiadzio,poprasować ciuszki Małego i nawet się wykąpać!;)
W dzień czasami nie chce spać długo lub zdarza się też,że zaśnie i minie 20minut i już nie śpi i wtedy mamcia nic nie może zrobić hehe.
Póki co radzimy sobie dobrze. Tatuś jedynie boi się przebierać Synka hehe - mówi "boję się Go ubierać bo jeszcze Go połamię ". :D Ostatnio jak tato zmienił pieluszkę tak po 20 minutach Olivier miał już obsikane wszystko w koło i plecki mokre-bo tatuś źle założył pampersika hehe- no cóż zdarza się! Mamcia już pokazała co i jak dokładnie robić. Jeszcze tatuś musi się przełamać do zakładania ciuszków przez główkę, boi się bardzo tego ,boi się że zrobi mu krzywdę.Z czasem jak Oluś podrośnie to mam nadzieję,że ten "strach" mu minie.!;)
Ja przestałam już prawie całkowicie karmić piersią,pokarmu mam tyle co kot napłakał, więc Mały jest na MM.
Niebawem przed Nami wyjazd do Polski. Cieszę się bardzo na ten wyjazd,ale z drugiej strony też się go boję. Dlaczego ?
Po 1- czekamy na paszport dla Olivierka,złożyliśmy papiery na brytyjski paszport - powinno być wszystko dobrze o ile nie doczepią się do zdjęcia,że wyszło ciutkę może za żółte-ale jestem dobrej myśli! Bo jeśli by Nam odesłali papiery i znów trzeba byłoby składać to na bank byśmy nie zdążyli i wtedy z wyjazdy nici.!
A jeśli z wyjazdu nici to wtedy nici również z chrzcin Olivierka oraz z Naszego ślubu na który właśnie jedziemy do Polski.Długa droga przed Nami,ale mam nadzieję że jakoś damy radę i wszystko pójdzie po Naszej myśli.
Więc teraz byle do 14lipca (wtedy planujemy wyjechać do PL a świętować będziemy 21lipca;)) . )
Jeszcze sporo spraw mamy do załatwienia w związku ze ślubem- ale to już w PL.
A Ja Mama - mam się dobrze!
Trzymam się swojej diety MŻ! Słodyczy nie tknęłam od dnia porodu czyli równy miesiąc NIC SŁODKIEGO!!!<aaaa> jestem z siebie dumna! Odmawiam sobie również mojej ukochanej coli ;( napoi gazowanych, tłustego jedzenia,zero smażonego itd. i oczywiście zmniejszyłam porcje jedzenia!;)
Tydzień po porodzie waga pokazała mi -20kg.! ;)
Teraz walczę,żeby zrzucić z siebie jeszcze ze 20kg i będzie super!Mam jeszcze na to miesiąc mam nadzieję,że mi się uda bo nie chce wyglądać jak Wieloryb zamiast jak Panna Młoda haha !
Twistera już wyciągnęłam z garażu i działam.
Czekam teraz jak znajoma wróci z PL i będziemy śmigać na spacerki razem + mam nadzieję,że namówię Ją na jazdę na rolkach z wózkami.! Trzeba łączyć dobre z pożytecznym i zrzucać kg!;)
Tymczasem kończę , bo trzeba nakarmić Mojego głodomorka Małego.
piątek, 1 czerwca 2012
3tygodnie za Nami
W środę 30maja wybiły Nam 3tygodnie jak Nasz Synuś jest z Nami!;-)
Jest Naszym Największym i Najukochańszym Szczęściem.
Jest taki Malutki a daje Nam tyle radości i szczęścia,że nie da się tego opisać żadnymi słowami !
Olivierek wcina coraz to więcej, jak mamusia kładzie Go na brzuszku to podnosi sobie już główkę do góry i przekręca z boczku na bok. ;-) Taki jestem zdolny Szkrabek! ;-)
W środę była u Nas Pani i zważyła Olusia i waży 3.820 kg. Moja Buba Kochana!
W środę również byliśmy na pierwszym szczepieniu przeciwko gruźlicy .
Olivierek był BARDZO DZIELNY nie zapłakał ani razu,ani nawet nie zapiszczał!Mój dzielny mężczyzna!;-)
Mamcia jest z Niego dumna!;-)
He i szczerze powiedziawszy to prawie ja mama mało co się nie popłakałam jak go tuliłam podczas szczepienia hehe;-)
Mam teraz tylko nadzieję, że ominie Nas gorączkowanie itd.
Mój Bączek sobie teraz leżakuje u mamci na łóżeczku hihihi . . .
Czas leci Nam bardzooo szybko ! Dopiero co przecież leżałam na porodówce i darłam się w niebo głosy z bólu- a tu proszę , mój Bączek leży sobie już koło mnie i rośnie z dnia na dzień. I z dnia na dzień kocham Go coraz mocniej,jest Naszym Małym wspólnym Cudem!;-) Nie wyobrażam sobie życia bez Niego.....
Teraz jesteśmy w trakcie wyrabiania mu paszportu brytyjskiego - mam nadzieje,że wszystko pójdzie dobrze i nie odeślą Nam papierów,że coś jest z nimi nie tak,bo czas Nas goni! 14 lipca mamy zamiar już wyjechać do Polski- bo przecież 21lipca (Nasz Ślub i chrzest Olivierka) coraz bliżej.....
Oby wszystko poszło dobrze,bo jeśli nie (tfu tfu) to będzie klapa po całości i nie będziemy mogli jechać do Polski. Myślę pozytywnie ;-D
W sumie to troszkę boję się tego wyjazdu heh tyle spraw jest to ogarnięcia w tak krótkim czasie,że głowa mała,ale co zrobić ?!Trzeba zacisnąć poślady i zapiąć wszystko na ostatni guzik ,żeby ten Nasz Dzień był jedyny ,niepowtarzalny i wyjątkowy! ;-)
To tyle na dziś ......
Pozdrawiamy I&D&O
Jest Naszym Największym i Najukochańszym Szczęściem.
Jest taki Malutki a daje Nam tyle radości i szczęścia,że nie da się tego opisać żadnymi słowami !
Olivierek wcina coraz to więcej, jak mamusia kładzie Go na brzuszku to podnosi sobie już główkę do góry i przekręca z boczku na bok. ;-) Taki jestem zdolny Szkrabek! ;-)
W środę była u Nas Pani i zważyła Olusia i waży 3.820 kg. Moja Buba Kochana!
W środę również byliśmy na pierwszym szczepieniu przeciwko gruźlicy .
Olivierek był BARDZO DZIELNY nie zapłakał ani razu,ani nawet nie zapiszczał!Mój dzielny mężczyzna!;-)
Mamcia jest z Niego dumna!;-)
He i szczerze powiedziawszy to prawie ja mama mało co się nie popłakałam jak go tuliłam podczas szczepienia hehe;-)
Mam teraz tylko nadzieję, że ominie Nas gorączkowanie itd.
Mój Bączek sobie teraz leżakuje u mamci na łóżeczku hihihi . . .
Czas leci Nam bardzooo szybko ! Dopiero co przecież leżałam na porodówce i darłam się w niebo głosy z bólu- a tu proszę , mój Bączek leży sobie już koło mnie i rośnie z dnia na dzień. I z dnia na dzień kocham Go coraz mocniej,jest Naszym Małym wspólnym Cudem!;-) Nie wyobrażam sobie życia bez Niego.....
Teraz jesteśmy w trakcie wyrabiania mu paszportu brytyjskiego - mam nadzieje,że wszystko pójdzie dobrze i nie odeślą Nam papierów,że coś jest z nimi nie tak,bo czas Nas goni! 14 lipca mamy zamiar już wyjechać do Polski- bo przecież 21lipca (Nasz Ślub i chrzest Olivierka) coraz bliżej.....
Oby wszystko poszło dobrze,bo jeśli nie (tfu tfu) to będzie klapa po całości i nie będziemy mogli jechać do Polski. Myślę pozytywnie ;-D
W sumie to troszkę boję się tego wyjazdu heh tyle spraw jest to ogarnięcia w tak krótkim czasie,że głowa mała,ale co zrobić ?!Trzeba zacisnąć poślady i zapiąć wszystko na ostatni guzik ,żeby ten Nasz Dzień był jedyny ,niepowtarzalny i wyjątkowy! ;-)
To tyle na dziś ......
Pozdrawiamy I&D&O
niedziela, 27 maja 2012
Mój poród....droga przez ból,gdzie metą było największe Szczeście
Mam chwilkę więc zacznę pisać jak to było......Będzie chaotycznie - wybaczcie,ale czas i Synuś nie pozwalają mi na skupienie i spokojne pisanie ;-)
8maja godzina 4:10 obudziłam się ponieważ poczułam mokro w piżamie,sprawdzam a tu sporo wody.Pierwsza moja myśl " o kurwa chyba mi wody odeszły". Budzę mojego D. i mówię:
-Ja: Misiu chyba mi wody odeszły ( D . się zerwał nie wiedząc co i jak!)
-D: co ja mam robić? ? ?
-Ja: podaj mi ręcznik! !
Poszłam do łazienki a tam cieknie ze mnie.... D. przyszedł do mnie i zaczęliśmy się zastanawiać "co dalej?".
Jechać na szpital?Nie-bo i tak Nas odeślą do domu bo skurczy ,ani nic nie mam.Decyzja : idziemy dalej spać (D. o 5pobudka do pracy),jeśli się zacznie coś dziać to będziemy działać.Ja nie mogłam już zasnąć bo ciągle myślałam kiedy się zacznie i jak to się zacznie....:)
D.wstał już do pracy,pojechał...... Ja leżałam w łóżku cały czas i czułam co jakiś czas jak wody mi lecą więc co chwilę zmieniałam sobie tylko ręcznik.
Przyszło już prawie południe, po rozmowach z moimi internetowymi koleżankami ,które stwierdziły że jak wody mi odeszły to powinnam jechać do szpitala itd. więc zadzwoniłam do D. powiedziałam mu żeby zadzwonił na szpital i powiedział,że odeszły mi wody i co dalej mamy robić.
Pani ze szpitala powiedziała,że możemy przyjechać,żeby mnie przebadać itd. Więc D. zwolnił sie z pracy przyjechał po mnie i pojechaliśmy.
Na miejscu położna mnie zbadała,powiedziała że jeszcze troszkę wód mam,rozwarcia nie mam- więc jeśli przez noc nic mnie nie złapie to mam się na drugie dzień (9maja -1termin porodu) zgłosić do nich na godzinę 8:00 i wywołają mi poród.!
Wróciliśmy do domku a popołudniu pojechaliśmy po moją mamusię na lotnisko. Nic a nic się nie ruszyło,zero skurczy,zero czegokolwiek , poszliśmy spać.....
9MAJA pobudka przed 7:00 żeby się ogarnąć ,zjeść śniadanko i jedziemy : Ja ,Damian i Mamcia.
Zawitaliśmy na oddział,zaprowadzili Nas na sale gdzie mnie podpięli pod KTG aby sprawdzić serduszko Synka i czy mam jakieś skurcze.
Położna zbadała ciśnienie itd. przeprowadziła badanie (troszkę bolało) powiedziała,że muszę poczekać na swoją sale na której będę rodzić, na której dadzą mi jakiś żel który przyspieszy mi poród ,wywoła skurcze itp. Kazała mi chodzić i jeszcze raz chodzić.
Tak więc Ja ,Damian i Mamcia spacerowaliśmy sobie długim korytarzem szpitalnym....Mnie nic nie ruszało!Wróciłam na salę,poleżałam troszkę,znów przyszła położna patrzeć na ktg - jak serduszko,jak moje skurcze. skurczy brak,serduszko b.dobrze;-)Więc idziemy spacerować dalej....
Powoli z czasem zaczęły mnie łapać lekkie skurcze co 7-8minut ale nie były one bardzo bolesne.
Od tego chodzenia już się zmęczyłam i wróciłam na sale....Przyszła położna i powiedziała,że sala na mnie już czeka,więc zebraliśmy swoje manatki i poszliśmy za położną.
Sala duża,przestrzenna z łazienką itd. cała aparatura,łóżko z podstawkami na nogi itd. heh w pewnym momencie wzieło mnie lekkie przerażenie gdy pomyślałam " ja niebawem na tym łóżku będę rodzić!!"
Około godziny 17 leżałam już na łóżeczku,przyszła nowa położna,która znów mnie przebadała,zmierzyła ciśnienie,podpieła ktg ,zbadała mnie na dole -rozwarcie na 3cm. No nic czekamy.....
W końcu stwierdzili ,że być może dam radę urodzić sama bez żelu....
Położna była bardzo miła dziewczyna ( dziewczyna bo nie miała więcej niż maax 26/27lat) wypytała mnie o wszystko, czy chce znieczulenie itd. Oczywiście powiedziałam,że nie chcę że chcę rodzić naturalnie.
Bardzooo byłam ciekawa jak to jest,jaki to jest na prawdę ból ....
W końcu podłączyli mi kroplówkę na wywołanie skurczy, dostałam jej 8ml gdzie 1ml miał "schodzić" przez 1h czyli ogólnie miałam mieć podłączoną kroplówkę na 8h i położne stwierdziły,że do ranna powinnam urodzić.Dostałam gaz,który miałam używać jak tylko będę czuła że nadchodzi skurcz.;)
Położna zaglądała do mnie co 10minut i sprawdzała czy pojawiają się jakieś skurcze i zaczęła mi podkręcać kroplówkę coraz częściej.....
Około 19 zaczęłam już odczuwać skurcze częściej i z czasem coraz bardziej bolesne.
Po użyciu gazu ,który bólu niestety w ogóle nie uśnieża,ale sprawia że człowiek czuje się jak na jakimś haju i zaczyna mieć śmiechawkę- było chwilę śmiesznie na sali.
Leżąc i czekając na skurcz,a razem ze mną mama i Damian- nagle słyszymy zza ściany krzyk kobiety,która rodziła... Ja postawiłam oczy,spojrzałam tylko na mamę i mówię " zaraz ja tak będę pewnie drzeć japę z bólu" mama się zaśmiała a ja razem z nią i załączyła mi się głupawka śmiechu! Nie mogłam się powstrzymać,śmiałam się tak że aż się zapowietrzałam he he!Położna biedna nie wiedziała z czego tak brechtam i sobie wyszła.
Mam nawet filmik nakręcony w telefonie przez mojego D. jak mnie złapał napad śmiechu he he;)!
Ok- wracamy na ziemię ,czas ucieka a skurcze coraz mocniejsze..... Wiedziałam w którym momencie przyjdzie skurcz.bo z każdym skurczem serduszko mojego Olusia zaczynało bić szybciej.
D. już zaczął mi masować krzyż-bo niestety ,ale bóle miałam też z krzyża....
Wróciła do Nas położna,która podkręciła mi kroplówkę na 8ml i od tej pory się zaczęła jazda.!
Skurcze co 2-3minuty każdy jeden skurcz wdychałam ten gaz,ale z czasem zaczął mnie on drażnić ponieważ wysuszał mi bardzo usta i gardło. Każdy następny skurcz zaczynałam już stękać i jęczeć powoli....
Położna znów mnie przebadała (bolało to już jak cholerka,ale mus to mus;/)stwierdziła,że mam rozwarcie na 7cm wiec czekamy niby do 10cm.
UWAGA TERAZ BĘDZIE NIEMIŁO ;/
Zaczęło mnie cisnąć w tyłku ! Mówię do mamy,że muszę do WC- a mama do mnie " to są skurcze parte dlatego wydaje Ci się,że Ci się chce kupę,ale to dziecko się napina" ,więc Jej mówię,to nie dziecko ja muszę na wc!! A Oni nic!
No i takim oto sposobem narobiłam pod siebie (tutaj niestety nikt mi nie zrobił ani lewatywy ani nic w tym stylu) z nerwów i bólu i wstydu zaczęłam płakać -dobrze,że położnej nie było wtedy na sali, mama szybko sprzątnęła wszystko itd. ale i tak mi było wstyd.
Ja jeszcze głupia leżac na wcześniejszej sali zapomniałam się i zjadłam 2 banany - a ja po bananach sadzę bąki hahaha :D ! Więc wszystko zebrało mi się na raz! :P No ,ale cóż 'zdarza się' lol !
Poszłam do wc raz jeszcze,ale tym razem na siusiu - myślałam,że nie wstanę z wc bo miałam skurcz co chwila ledwo co doszłam do łóżka.
Po 21 zaczęłam mieć już takie skurcze ,że już nie dawałam rady,płakałam z bólu! I w pewnym momencie poczułam,że już muszę przeć ,przyszła położna i się mnie pyta czy chcę przeć a ja ,że TAK !!! Kazała mi się położyć na boku - niby miało mi to pomóc i troszeczkę zmniejszyć ból -pfff dupa! Ból przez to miałam jeszcze większy i w ogóle mi to nie pomogło,wręcz przeciwnie-utrudniało mi wszystko....więc się przekręciłam na plecy.... Przestałam wdychać ten gaz bo już mi nic a nic nie pomagał a tylko wkurwiał!:D
A ta położna do mnie,żebym wdychała go... Myślę " co za sukaa mówię,że nie chce" ale ok wdychnęłam i znów odstawiłam.! I moja cudowna mamcia za ten gaz i mi go do buzi zaczęła przytykać i niestety oberwało się Jej!;/ Ja w bólu - gaz mnie wkurwiał a ona mi go wciska na siłę... Krzyknęłam kilka słów i mamcia zabrała gaz;P !
I zaczęłam przeć na maxa!
Nie mogłam normalnie wypchnąć mojego Szkrabika hehe- ból o ja pierdole! :O !!
W pewnym momencie już nie wytrzymałam i powiedziałam,że chcę znieczulenie!!! Chciałam epidural w kręgosłup -mówię to położnej a moja mama sie odzywa" NIE!!" nOSZ kurwa to ja rodzę czy Ty Mamo.?!Mnie boli czy Ciebie?!........Moja mama nastawiona anty epiduralowo ponieważ bratowa miała też znieczulenie w PL w kręgosłup i do tej pory ja boli kręgosłup itd. i mama się bała,że ja w bólu ruszę sie i źle mi się wbija igłą i mi uszkodzą coś.... OK więc powiedziałam,że chce ten jakiś zastrzyk ,ale położna stwierdziła,że nie zawsze on pomaga - ale mimo to mówię, dawać bo jebnę tu!
I co sie okazało ? Nie zdążyłam dostać żadnego znieczulenia więc rodziłam 100% naturalnie bez wód płodowych już,czyli :ja sobie tak mówię,że rodziłam 'na suchara" eheheh :P
Parłam,parłam....darłam się w niebo głosy- hehe pewnie cała porodówka mnie słyszała,ale jak krzyczałam to było mi lepiej....
Najbardziej wkurzające było to ,że czujesz już główkę że zaraz wyskoczy a tu co ?Kończą Ci się siły do wypychania i chwila przerwy i od nowa.... Bosheee myślałam,że nie wyjdzie ten mój Syn!;))
Aż w końcu po wieeelkich krzykach na prawdę! Wyszła główka.... chwila odpoczynku i znów dalej przeć!
I o godzinie 21:48 wyparłam Moje NAJWIĘKSZE SZCZĘŚCIE OLIVIERKA-odrazu położyli mi Go na piersi,był taki cudowny,śliczny,dużee oczka ah- i po chwili usłyszałam Jego głos...Przytuliłam mocno,całowałam ile mogłam- nikt mi go nie zabierał, to była tylko NASZA wspólna pierwsza chwila- ciałem do ciała.....Później zabrali Go na wagę itd.ale cały czas Go widziałam i obserwowałam.
Synka ważyli,mierzyli a ja urodziłam łożysko bardzo szybciutko w 5sekund dosłownie.
Poród piękny i bardzoo bolący moment życia! Po porodzie stwierdziłam,że nigdy więcej nie urodzę bez znieczulenia..... Dziś po ponad 2 tygodniach zdanie powoli mi się chyba zmienia,ale jak będzie na prawdę to się okaże za.......hmm myślę ,że ok 2 lata;-)
Mówią,że gdy kładą Ci dziecko na pierś to zapominasz o całym bólu- hmm to ja chyba jestem jakaś inna ,bo ja o tym bólu nie zapomniałam... ;/ cieszyłam się dzieckiem,płakałam ale ból odczuwałam jeszcze w kroczu.
Pochwalić się też mogę ,że ani mnie nie nacinali, ani nie pękłam!!! ;)Więc ufff....
Tatuś- był również bardzo dzielny,masował mi plecy kiedy chciałam,drażnił mnie czasami- ale wszystko w koło mnie drażniło momentami,więc.....
Kazałam mu pilnować Olusia jak się urodzi,żeby mu nikt nic nie zrobił.!;-)
Tatuś oczywiście przeciął pępowinę ! I gdy synek już wychodził z mamusi tatuś trzymał mi jedną nogę i obserwował co się tam dzieje,drugą nogę trzymała mi mama- Ona też była bardzo dzielna i widziałam jak przeżywała razem ze mną mój ból- bo Ona sama rodziła 3 razy naturalnie bez znieczuleń więc wiedziała jak mnie boli.
Tatuś jak Oluś tylko wyszedł cyknął kilka fotek jak to wszystko tam wygląda/wyglądało- sama chciałam. Zatrzymam je tylko i wyłącznie dla siebie.....
Bardzo jestem im wdzięczna,że byli ze mną w takim momencie i mnie wspierali i nawet,że mnie momentami denerwowali hehe.
Położne były w szoku,że tak szybko urodziłam, bo One były przekonane,że do rana będę rodzić-a tu ciach bach 21:48 i po wszystkim...... One myślały również,że ja pękłam w środku i chciały szyć
,ale sprawdziły i okazało się że nie ma takiej potrzeby! ;-)
Mój Synek to terminowy chłopak;-) I urodził się w swoim pierwszym terminie.!;)
Olivierek- jest spokojnym i grzecznym dzieciątkiem,daje mamusi pospać w nocy i w ogóle-NA PRAWDĘ NIE MOGĘ NARZEKAĆ -MAM ZŁOTE DZIECKO!!! I KOCHAM GO NAJBARDZIEJ I NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE.!
Właśnie sobie śpiocha koło mnie słodko,więc ja na szybkości dopadłam się do pisania- wybaczcie,że tak chaotycznie...!
8maja godzina 4:10 obudziłam się ponieważ poczułam mokro w piżamie,sprawdzam a tu sporo wody.Pierwsza moja myśl " o kurwa chyba mi wody odeszły". Budzę mojego D. i mówię:
-Ja: Misiu chyba mi wody odeszły ( D . się zerwał nie wiedząc co i jak!)
-D: co ja mam robić? ? ?
-Ja: podaj mi ręcznik! !
Poszłam do łazienki a tam cieknie ze mnie.... D. przyszedł do mnie i zaczęliśmy się zastanawiać "co dalej?".
Jechać na szpital?Nie-bo i tak Nas odeślą do domu bo skurczy ,ani nic nie mam.Decyzja : idziemy dalej spać (D. o 5pobudka do pracy),jeśli się zacznie coś dziać to będziemy działać.Ja nie mogłam już zasnąć bo ciągle myślałam kiedy się zacznie i jak to się zacznie....:)
D.wstał już do pracy,pojechał...... Ja leżałam w łóżku cały czas i czułam co jakiś czas jak wody mi lecą więc co chwilę zmieniałam sobie tylko ręcznik.
Przyszło już prawie południe, po rozmowach z moimi internetowymi koleżankami ,które stwierdziły że jak wody mi odeszły to powinnam jechać do szpitala itd. więc zadzwoniłam do D. powiedziałam mu żeby zadzwonił na szpital i powiedział,że odeszły mi wody i co dalej mamy robić.
Pani ze szpitala powiedziała,że możemy przyjechać,żeby mnie przebadać itd. Więc D. zwolnił sie z pracy przyjechał po mnie i pojechaliśmy.
Na miejscu położna mnie zbadała,powiedziała że jeszcze troszkę wód mam,rozwarcia nie mam- więc jeśli przez noc nic mnie nie złapie to mam się na drugie dzień (9maja -1termin porodu) zgłosić do nich na godzinę 8:00 i wywołają mi poród.!
Wróciliśmy do domku a popołudniu pojechaliśmy po moją mamusię na lotnisko. Nic a nic się nie ruszyło,zero skurczy,zero czegokolwiek , poszliśmy spać.....
9MAJA pobudka przed 7:00 żeby się ogarnąć ,zjeść śniadanko i jedziemy : Ja ,Damian i Mamcia.
Zawitaliśmy na oddział,zaprowadzili Nas na sale gdzie mnie podpięli pod KTG aby sprawdzić serduszko Synka i czy mam jakieś skurcze.
Położna zbadała ciśnienie itd. przeprowadziła badanie (troszkę bolało) powiedziała,że muszę poczekać na swoją sale na której będę rodzić, na której dadzą mi jakiś żel który przyspieszy mi poród ,wywoła skurcze itp. Kazała mi chodzić i jeszcze raz chodzić.
Tak więc Ja ,Damian i Mamcia spacerowaliśmy sobie długim korytarzem szpitalnym....Mnie nic nie ruszało!Wróciłam na salę,poleżałam troszkę,znów przyszła położna patrzeć na ktg - jak serduszko,jak moje skurcze. skurczy brak,serduszko b.dobrze;-)Więc idziemy spacerować dalej....
Powoli z czasem zaczęły mnie łapać lekkie skurcze co 7-8minut ale nie były one bardzo bolesne.
Od tego chodzenia już się zmęczyłam i wróciłam na sale....Przyszła położna i powiedziała,że sala na mnie już czeka,więc zebraliśmy swoje manatki i poszliśmy za położną.
Sala duża,przestrzenna z łazienką itd. cała aparatura,łóżko z podstawkami na nogi itd. heh w pewnym momencie wzieło mnie lekkie przerażenie gdy pomyślałam " ja niebawem na tym łóżku będę rodzić!!"
Około godziny 17 leżałam już na łóżeczku,przyszła nowa położna,która znów mnie przebadała,zmierzyła ciśnienie,podpieła ktg ,zbadała mnie na dole -rozwarcie na 3cm. No nic czekamy.....
W końcu stwierdzili ,że być może dam radę urodzić sama bez żelu....
Położna była bardzo miła dziewczyna ( dziewczyna bo nie miała więcej niż maax 26/27lat) wypytała mnie o wszystko, czy chce znieczulenie itd. Oczywiście powiedziałam,że nie chcę że chcę rodzić naturalnie.
Bardzooo byłam ciekawa jak to jest,jaki to jest na prawdę ból ....
W końcu podłączyli mi kroplówkę na wywołanie skurczy, dostałam jej 8ml gdzie 1ml miał "schodzić" przez 1h czyli ogólnie miałam mieć podłączoną kroplówkę na 8h i położne stwierdziły,że do ranna powinnam urodzić.Dostałam gaz,który miałam używać jak tylko będę czuła że nadchodzi skurcz.;)
Położna zaglądała do mnie co 10minut i sprawdzała czy pojawiają się jakieś skurcze i zaczęła mi podkręcać kroplówkę coraz częściej.....
Około 19 zaczęłam już odczuwać skurcze częściej i z czasem coraz bardziej bolesne.
Po użyciu gazu ,który bólu niestety w ogóle nie uśnieża,ale sprawia że człowiek czuje się jak na jakimś haju i zaczyna mieć śmiechawkę- było chwilę śmiesznie na sali.
Leżąc i czekając na skurcz,a razem ze mną mama i Damian- nagle słyszymy zza ściany krzyk kobiety,która rodziła... Ja postawiłam oczy,spojrzałam tylko na mamę i mówię " zaraz ja tak będę pewnie drzeć japę z bólu" mama się zaśmiała a ja razem z nią i załączyła mi się głupawka śmiechu! Nie mogłam się powstrzymać,śmiałam się tak że aż się zapowietrzałam he he!Położna biedna nie wiedziała z czego tak brechtam i sobie wyszła.
Mam nawet filmik nakręcony w telefonie przez mojego D. jak mnie złapał napad śmiechu he he;)!
Ok- wracamy na ziemię ,czas ucieka a skurcze coraz mocniejsze..... Wiedziałam w którym momencie przyjdzie skurcz.bo z każdym skurczem serduszko mojego Olusia zaczynało bić szybciej.
D. już zaczął mi masować krzyż-bo niestety ,ale bóle miałam też z krzyża....
Wróciła do Nas położna,która podkręciła mi kroplówkę na 8ml i od tej pory się zaczęła jazda.!
Skurcze co 2-3minuty każdy jeden skurcz wdychałam ten gaz,ale z czasem zaczął mnie on drażnić ponieważ wysuszał mi bardzo usta i gardło. Każdy następny skurcz zaczynałam już stękać i jęczeć powoli....
Położna znów mnie przebadała (bolało to już jak cholerka,ale mus to mus;/)stwierdziła,że mam rozwarcie na 7cm wiec czekamy niby do 10cm.
UWAGA TERAZ BĘDZIE NIEMIŁO ;/
Zaczęło mnie cisnąć w tyłku ! Mówię do mamy,że muszę do WC- a mama do mnie " to są skurcze parte dlatego wydaje Ci się,że Ci się chce kupę,ale to dziecko się napina" ,więc Jej mówię,to nie dziecko ja muszę na wc!! A Oni nic!
No i takim oto sposobem narobiłam pod siebie (tutaj niestety nikt mi nie zrobił ani lewatywy ani nic w tym stylu) z nerwów i bólu i wstydu zaczęłam płakać -dobrze,że położnej nie było wtedy na sali, mama szybko sprzątnęła wszystko itd. ale i tak mi było wstyd.
Ja jeszcze głupia leżac na wcześniejszej sali zapomniałam się i zjadłam 2 banany - a ja po bananach sadzę bąki hahaha :D ! Więc wszystko zebrało mi się na raz! :P No ,ale cóż 'zdarza się' lol !
Poszłam do wc raz jeszcze,ale tym razem na siusiu - myślałam,że nie wstanę z wc bo miałam skurcz co chwila ledwo co doszłam do łóżka.
Po 21 zaczęłam mieć już takie skurcze ,że już nie dawałam rady,płakałam z bólu! I w pewnym momencie poczułam,że już muszę przeć ,przyszła położna i się mnie pyta czy chcę przeć a ja ,że TAK !!! Kazała mi się położyć na boku - niby miało mi to pomóc i troszeczkę zmniejszyć ból -pfff dupa! Ból przez to miałam jeszcze większy i w ogóle mi to nie pomogło,wręcz przeciwnie-utrudniało mi wszystko....więc się przekręciłam na plecy.... Przestałam wdychać ten gaz bo już mi nic a nic nie pomagał a tylko wkurwiał!:D
A ta położna do mnie,żebym wdychała go... Myślę " co za sukaa mówię,że nie chce" ale ok wdychnęłam i znów odstawiłam.! I moja cudowna mamcia za ten gaz i mi go do buzi zaczęła przytykać i niestety oberwało się Jej!;/ Ja w bólu - gaz mnie wkurwiał a ona mi go wciska na siłę... Krzyknęłam kilka słów i mamcia zabrała gaz;P !
I zaczęłam przeć na maxa!
Nie mogłam normalnie wypchnąć mojego Szkrabika hehe- ból o ja pierdole! :O !!
W pewnym momencie już nie wytrzymałam i powiedziałam,że chcę znieczulenie!!! Chciałam epidural w kręgosłup -mówię to położnej a moja mama sie odzywa" NIE!!" nOSZ kurwa to ja rodzę czy Ty Mamo.?!Mnie boli czy Ciebie?!........Moja mama nastawiona anty epiduralowo ponieważ bratowa miała też znieczulenie w PL w kręgosłup i do tej pory ja boli kręgosłup itd. i mama się bała,że ja w bólu ruszę sie i źle mi się wbija igłą i mi uszkodzą coś.... OK więc powiedziałam,że chce ten jakiś zastrzyk ,ale położna stwierdziła,że nie zawsze on pomaga - ale mimo to mówię, dawać bo jebnę tu!
I co sie okazało ? Nie zdążyłam dostać żadnego znieczulenia więc rodziłam 100% naturalnie bez wód płodowych już,czyli :ja sobie tak mówię,że rodziłam 'na suchara" eheheh :P
Parłam,parłam....darłam się w niebo głosy- hehe pewnie cała porodówka mnie słyszała,ale jak krzyczałam to było mi lepiej....
Najbardziej wkurzające było to ,że czujesz już główkę że zaraz wyskoczy a tu co ?Kończą Ci się siły do wypychania i chwila przerwy i od nowa.... Bosheee myślałam,że nie wyjdzie ten mój Syn!;))
Aż w końcu po wieeelkich krzykach na prawdę! Wyszła główka.... chwila odpoczynku i znów dalej przeć!
I o godzinie 21:48 wyparłam Moje NAJWIĘKSZE SZCZĘŚCIE OLIVIERKA-odrazu położyli mi Go na piersi,był taki cudowny,śliczny,dużee oczka ah- i po chwili usłyszałam Jego głos...Przytuliłam mocno,całowałam ile mogłam- nikt mi go nie zabierał, to była tylko NASZA wspólna pierwsza chwila- ciałem do ciała.....Później zabrali Go na wagę itd.ale cały czas Go widziałam i obserwowałam.
Synka ważyli,mierzyli a ja urodziłam łożysko bardzo szybciutko w 5sekund dosłownie.
Poród piękny i bardzoo bolący moment życia! Po porodzie stwierdziłam,że nigdy więcej nie urodzę bez znieczulenia..... Dziś po ponad 2 tygodniach zdanie powoli mi się chyba zmienia,ale jak będzie na prawdę to się okaże za.......hmm myślę ,że ok 2 lata;-)
Mówią,że gdy kładą Ci dziecko na pierś to zapominasz o całym bólu- hmm to ja chyba jestem jakaś inna ,bo ja o tym bólu nie zapomniałam... ;/ cieszyłam się dzieckiem,płakałam ale ból odczuwałam jeszcze w kroczu.
Pochwalić się też mogę ,że ani mnie nie nacinali, ani nie pękłam!!! ;)Więc ufff....
Tatuś- był również bardzo dzielny,masował mi plecy kiedy chciałam,drażnił mnie czasami- ale wszystko w koło mnie drażniło momentami,więc.....
Kazałam mu pilnować Olusia jak się urodzi,żeby mu nikt nic nie zrobił.!;-)
Tatuś oczywiście przeciął pępowinę ! I gdy synek już wychodził z mamusi tatuś trzymał mi jedną nogę i obserwował co się tam dzieje,drugą nogę trzymała mi mama- Ona też była bardzo dzielna i widziałam jak przeżywała razem ze mną mój ból- bo Ona sama rodziła 3 razy naturalnie bez znieczuleń więc wiedziała jak mnie boli.
Tatuś jak Oluś tylko wyszedł cyknął kilka fotek jak to wszystko tam wygląda/wyglądało- sama chciałam. Zatrzymam je tylko i wyłącznie dla siebie.....
Bardzo jestem im wdzięczna,że byli ze mną w takim momencie i mnie wspierali i nawet,że mnie momentami denerwowali hehe.
Położne były w szoku,że tak szybko urodziłam, bo One były przekonane,że do rana będę rodzić-a tu ciach bach 21:48 i po wszystkim...... One myślały również,że ja pękłam w środku i chciały szyć
,ale sprawdziły i okazało się że nie ma takiej potrzeby! ;-)
Mój Synek to terminowy chłopak;-) I urodził się w swoim pierwszym terminie.!;)
Olivierek- jest spokojnym i grzecznym dzieciątkiem,daje mamusi pospać w nocy i w ogóle-NA PRAWDĘ NIE MOGĘ NARZEKAĆ -MAM ZŁOTE DZIECKO!!! I KOCHAM GO NAJBARDZIEJ I NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE.!
Właśnie sobie śpiocha koło mnie słodko,więc ja na szybkości dopadłam się do pisania- wybaczcie,że tak chaotycznie...!
czwartek, 17 maja 2012
Olivierek jest już z Nami
9 MAJA 2012
przyszedł na świat Mój Największy SKARB- Syn OLIVIER...!
Waga 3048 i 52cm !
Jest prze kochanym,przesłodkim i przecudownym dzieckiem!
Uszczęśliwił mnie swoimi narodzinami jak nikt inny dotąd NICZYM!
Więcej napiszę jak będę miała więcej wolnego czasu, bo teraz cały czas poświęcam Mojemu Skarbeńkowi!
Przedstawiam Wam Mojego Synka:
poniedziałek, 7 maja 2012
Kącik Olivierka
Tatuś w końcu kupił łóżeczko, złożył a mamusia przygotowała Ci Synku pościel i całą resztę.
Wszystko dla Ciebie,wszystko czeka na Ciebie......
Zrobiliśmy też w sobotę ostatnie zakupy dla Ciebie: karuzelę,kosmetyki i kilka innych pierdółek.
Teraz siedzę już w łóżku , a obok niego stoi Twoje łóżeczko -jeszcze puste,ale za kilka dni będziesz sobie Ty w nim słodko spał, a ja będę Cię obserwować,przyglądać się i podziwiać .... Nie dowierzając ,że mam tak blisko swoje wielkie szczęście Ciebie!:*
Razem z tatą nie możemy się Ciebie doczekać ....
Śmiejemy się z tatą,że zanim się urodzisz to Twoja karuzela przestanie grać. :P Bo razem z tatą lubimy ją sobie nakręcić żeby grała..... ;-)
Czekamy . . . . .
Mama i Tata :*
Wizyta u położnej
Ten wpis powinnam napisać kilka dni temu,ale teraz mnie wzięło na nadrabianie.
Długoooo wyczekiwałam wizyty u midwife ! W związku z Naszą przeprowadzką itd ciągle sie to przeciągało,ciągle coś było nie tak!
W końcu sie udało- ale oczywiście nie obyło sie bez "problemików".
3maja siedzę sobie na dole patrzę listonosz idzie w Naszą stronę, wrzucił do skrzynki listy- więc poszłam zobaczyć co przyniósł. LIST ZE SZPITALA- myślę sobię :"wow no w końcu!!"
Otwieram ,czytam - a tam,że zapraszają mnie na spotkanko z midwife 3maja o godzinie 12:30 !
Patrzę na kalendarz, patrzę na zegarek i co widzę ?! 3maja godzinę prawie,że 14:00!!!
Myślę sobie "kuźwa to chyba jakiś żart!!" Oczywiście się wkurzyłam jak nie wiem!Dzwonię do Mojego D. i mu mówię, On też się lekko wkurzył - zadzwoniliśmy tam na numer który był podany w liście i powiedzieliśmy co i jak ,że dostałam list przed chwilą i już jest za późno żebym przyjechała itd. i położna przełożyła Nam spotkanie na następny dzień na 9:30!
Całe szczęście mój D. pojechał tam ze mną ( do pracy pojechał na późniejszą godzinę-ahh dobrze,że ma wyrozumiałe szefostwo!) bo ja bym sama nie doszła tam za chiny ! ! !
Zajechaliśmy tam- i byłam miło zaskoczona bo położna SUPER BABKA!!!Nie to samo co tamta czarna wrr!
Powiedziałam Jej co i jak, Ona ze mną porozmawiała ,zmierzyła ciśnienie, sprawdziła wyniki badań które robili mi w GP (krew+ mocz) pomacała brzusio itd. I wszystko jest OK!
Poza jednym.... Mam bardzo bolesny ucisk z tyłu pleców koło krzyża z lewej strony,który nasila sie przy każdym ruchu moje nogi gdy chodzę! I chodząc po prostu "kuśtykam" bo nie dam rady iść inaczej - bo boli!:(
Ona widząc mnie pierwsze co zapytała co się stało,więc Jej powiedziałam,że mam ból tu i ówdzie itd.
Pani była na tyle miła,że stwierdziła że Synuś jest na tyle już duży i dobrze rozwinięty ,że śmiało mogę już Go urodzić -więc zadzwoniła do szpitala u umówiła mnie na wizytę na czwartek
(10maja) na 15:30
i tam mnie zbadają zrobią scan i co najlepsze PRAWDOPODOBNIE WYWOŁAJĄ MI JUŻ PORÓD ŻEBYM SIE NIE MĘCZYŁA !!!!:D:D:D: <juuupii> !!
(10maja) na 15:30
i tam mnie zbadają zrobią scan i co najlepsze PRAWDOPODOBNIE WYWOŁAJĄ MI JUŻ PORÓD ŻEBYM SIE NIE MĘCZYŁA !!!!:D:D:D: <juuupii> !!
Byłam w szoku gdy to usłyszałam!:) I powiem Wam,że jakoś nie do końca do mnie to dociera,że już w czwartek mogę mieć swoją KRUSZYNKĘ przy sobie!!:)
Więc teraz byle do czwartku i jedziemy.... Już oczywiście z torbą szpitalną itd.!:-) Ah!
Wyniki mojej krwi sie poprawiły więc skończyłam już łykać tabletki,mocz też okazał się ok!
Ehh pierwszy termin mija Nam 9maja;) Ale nic sie chyba nie wydarzy tego dnia,ani wcześniej.....
Drugi zaś 18maja i Pani powiedziała,żebym się 3mała tego terminu więc OK!
No ale mam nadzieję,że na prawdę w ten czwartek lekarz mi powie,że koniec moich męczarni i zobaczę już swojego SYNKA!!!
Doczekać się nie mogę...Radość jest nie do opisania,ale i z drugiej strony jak tak siedziałam i czekałam na poród z dnia na dzień czułam się bardziej na luzie, a teraz jak wiem, że już w czwartek będę w szpitalu i tam przyjdzie moment ,że zacznie się ból itd. to troszkę mnie to jakoś tak...hmm "czuję lekki zapach strachu" :D hahaa !
Mimo to - i tak się cieszę.!
Więc 3majcie kciukasy za Nas w czwartek,aby wszystko poszło po mojej myśli i żebym ze szpitala wyszła już rozpakowana z Moim Synkiem w ramionach!
Nasze ostatnie wspólne tygodnie z brzusiem :
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)


















